Wybieramy kierunek studiów: Prawo.

Pomysł na dzisiejszy wpis rozkwitał w mojej głowie wraz z kwiatami bzu. Maj to bardzo ważny miesiąc w życiu każdej osoby, która kończąc szkołę, wkracza w dorosłość i … mierzy się z maturą!:) Choć kilka ładnych lat już minęło od mojego Egzaminu Dojrzałości, to jednak dokładnie pamiętam te emocje, ten strach i te rozterki. Bo oto dziewiętnastolatkowie stają przed poważnym życiowym wyborem. Pojawia się pytanie: co dalej? Znaleźć sensowną pracę, czy pójść na studia? Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by cokolwiek robimy, robić dla siebie. Nie dlatego, że rodzice chcą mieć w domu lekarza czy prawnika albo chcą, żeby dziecko poszło w ich ślady albo co gorsza, chcą za jego pomocą spełnić własne ambicje, które gdzieś w dalekiej przeszłości im się zagubiły. Z drugiej jednak strony zawsze zastanawiało mnie, czy aby na pewno wszyscy w wieku tych nastu lat mogą być pewni czego chcą. Są osoby, które od najmłodszych lat mają dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość, ale większość po prostu długo się zastanawia, sprawdza różne opcje, szuka, pyta, a w dzisiejszych czasach przegląda Internet w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania.

 Wychodząc dziś naprzeciw maturzystom, którzy jeszcze się wahają i jeszcze szukają jakiegoś pomysłu, postanowiłam podzielić się własnym doświadczeniem. Może uda mi się pomóc choć jednej osobie, a to i tak będzie dla mnie sukces;) Postaram się opisać dwa kierunki, które studiowałam i studiuję z własnej perspektywy. Już w tym miejscu chcę podkreślić, że będzie to moja SUBIEKTYWNA opinia, z którą oczywiście nie każdy musi się zgadzać. Uważam jednak, że zanim podejmie się w życiu jakąkolwiek ważną decyzję, warto znać odczucia starszych osób, bardziej w danym temacie doświadczonych, które przeżyły już coś na własnej skórze.

 Zacznę od kierunku, którego popularność utrzymuje się każdego roku. Prawo. Razem z Medycyną istnieją jako jedne z bardziej prestiżowych kierunków studiów. Każdy myśląc o prawnikach widzi oczami wyobraźni czarne togi w czarnych mercedesach. Nie do końca jest jednak tak kolorowo. A przynajmniej nie na początku.

Jak wyglądają poszczególne etapy?

Najpierw musimy na maturze wybrać takie przedmioty jak: j. polski rozszerzony, obcy język również rozszerzony, historię, WOS lub matematykę, która teraz jest obowiązkowa, więc tym lepiej;) W następnym kroku musimy te przedmioty zdać. I to bardzo dobrze zdać.

Odbieramy wyniki i składamy papiery na Wydziale Prawa danego Uniwersytetu. Osobiście polecam jednak studiowanie tego kierunku na Uniwersytecie właśnie, a nie na prywatnych Uczelniach bądź w Szkołach Wyższych. Mam po prostu większe zaufanie do Uniwersytetów i nie oszukujmy się – przyszły pracodawca również.

Dostać się na prawo jest ciężko, bo i chętnych jak już wspominałam nie brakuje, jednak oprócz systemu dziennego istnieje możliwość studiowania w trybie wieczorowym lub zaocznym. Wydawać by się mogło, że po otrzymaniu wpisu na listę studentów będzie już tylko z górki. Otóż nie będzie.

Przedmioty są zróżnicowane, jedne łatwiejsze, inne trudniejsze. Jednak wszystkie wymagają tego samego: długich godzin nauki i niestety, czasem wkucia na pamięć przepisów, które i tak za krótką chwilę mogą się zmienić…

Najbardziej podczas moich studiów irytował mnie właśnie system sprawdzania naszej wiedzy. Już (albo i dopiero) na drugim roku wpadłam na to, że muszę uczyć się sama dla siebie i nieważne jest to, jak oceni mnie egzaminator. Większość egzaminów polegała na tym, że był test wyboru. Czyli tradycyjne ZZZ – Zakuć Zdać Zapomnieć. Pamiętam jedno jedyne zaliczenie z Prawa Własności Intelektualnej, które wymagało od nas myślenia i polegało na rozwiązaniu kazusów z pomocą Kodeksu, który mogliśmy mieć przy sobie.

Takie przedmioty jak Postępowanie Cywilne, Postępowanie Karne i Postępowanie Administracyjne spędzają większości studentom sen z powiek. To w zasadzie w każdym z nich nauka ponad tysiąca artykułów. To jednak nic w porównaniu z tym, co czeka absolwentów prawa.

No właśnie. Jakie mamy możliwości, jeśli już uda nam się z powodzeniem przebrnąć przez pięć lat nauki? Można zadowolić się tytułem Magistra Prawa i załapać gdziekolwiek. Niekoniecznie w swojej branży. Ja jednak zdecydowałam się pójść najczęściej wybieraną drogą i zdawać na aplikację adwokacką. Do wyboru mamy takie aplikacje jak: ogólną (w tym przypadku możesz zostać sędzią lub prokuratorem), notarialną, komorniczą, adwokacką i radcowską.

Jak tego dokonać?

Zakładając, że w czerwcu któregoś tam roku obronisz się i dostaniesz upragniony tytuł magistra, to nie zdążysz się za bardzo tym nacieszyć, bo już będziesz musiał wziąć się do nauki. I to poważnie. Bo o ile na studiach każde zaliczenie dotyczyło innej dziedziny prawa i do nauczenia był jeden Kodeks, tak żeby przygotować się do aplikacji trzeba tych Kodeksów i wszelkich innych ustaw przeczytać (i jeszcze „coś” z tego wiedzieć) ponad pięćdziesiąt. No i masz na to trzy miesiące, zakładając, że zaczniesz naukę już w lipcu. Praca żmudna, długie godziny czytania, podkreślania, robienia notatek i testów, a czasem kończy się i tak z niczym. No bo wyobraź sobie, że egzamin wstępny na aplikację polega na rozwiązaniu testu składającego się ze 150 pytań, a żeby zdać trzeba mieć minimum 100 prawidłowych odpowiedzi. Ja za pierwszym razem nazbierałam 99 … Zapamiętaj sobie, że 99 to dla przyszłego aplikanta liczba równa wyrokowi śmierci. I zazwyczaj żadne odwołania nie pomagają. Wiem, bo byłam w tej sprawie specjalnie w Warszawie.

Mówi się trudno, zaciska zęby i próbuje dalej. Znam osoby, którym udało się zdać po … 7 latach prób;) Zawsze to jakieś pocieszenie.

Mnie udało się za drugim razem, ale kosztowało mnie to sporo wyrzeczeń i pieniędzy. Bo ważne dla Twojego przyszłego wyboru jest również to, że to kosztuje. Za sam egzamin wstępny na aplikację płaci się 800 zł i tego nikt nie zwraca w przypadku jego oblania. Również same studia, jeśli nie dzienne to wieczorowe, a ta „przyjemność” to koszt niemal 8000 zł rocznie.

Wracając do aplikacji, to jeśli uda Ci się już szczęśliwie na nią dostać i zaszczycić swoją osobą szanowne grono adwokatów czy radców prawnych itp. to zgadnij co? Bingo! Znowu będziesz musiał płacić;) Rocznie licząc wszystkie wydatki ok. 6000 zł.

Jak wygląda aplikacja adwokacka?

Trwa trzy lata. Raz na dwa tygodnie, czasem na tydzień, odbywają się zajęcia szkoleniowe – coś bardzo podobnego do studiów, z tym, że zajęcia prowadzą praktycy i są po prostu ciekawsze. Na pierwszym roku aplikanci biorą też udział w praktykach w sądzie – u mnie wygląda to tak, że spędzam w nim pół życia ostatnio. Są sprawdziany i kolokwia, które powodują sporo stresu wśród aplikanckiego grona;) A kiedy już przebrniesz przez te trzy lata i zdasz, uwaga: kolejny, najważniejszy egzamin adwokacki, to wtedy dopiero przysługiwać Ci będzie mógł tytuł adwokata:)

Podsumowując, jeśli w wieku nastu lat wymarzyłeś sobie zawód adwokata, to czeka Cię długa, bo minimum te 8 lat, droga, która kosztować będzie sporo nerwów, czasu i pieniędzy. Gdy znajomi z innych kierunków będą z radością świętować wszystkie okazje, które świętować się da, Ty prawdopodobnie będziesz siedział z nosem w książce, próbując odnaleźć się w coraz to bardziej piętrzącym się stosie notatek.

Spojrzałam jednak na to co napisałam wyżej i wychodzi, że jestem niezadowolona z własnej decyzji i że studiowanie prawa to same minusy. Skądże znowu! Chciałam podkreślić jedynie to, co samej było mi ciężko znaleźć, kiedy to ja stałam przed tą ważną decyzją. Nie wiedziałam, że to wszystko wiązać się będzie z takim ogromem wyrzeczeń i stresu. Jeśli jednak nie przeraziło Cię to, co już zostało napisane, to czas na same zalety, ochy i achy;)

Prawo, jako kierunek, jest naprawdę interesujące. Może i czytanie przepisów samo w sobie jest nudne, ale to, co możemy zrobić z ich pomocą, jest już o wiele bardziej ciekawe. Musisz być jednak przygotowany na to, że nasze prawo jest bardzo dynamiczne i czasem jest tak, jak na przykład teraz, że w lipcu nadchodzą ogromne zmiany w prawie karnym i w październiku czeka mnie kolokwium oparte na prawie, które obowiązuje teraz i które obowiązywać będzie wtedy. Nic na to nie poradzisz. Jedyne co możesz zrobić, to przyłożyć się do nauki i przebrnąć przez studia. Aplikacja jest już o wiele bardziej rozwinięta. Do samej nauki dochodzi zdobywanie doświadczenia. Praca w kancelarii, najlepiej u Patrona. No bo zapomniałam wspomnieć o tym, że każdy aplikant może być aplikantem wówczas, gdy znajdzie swojego Patrona, czyli adwokata, który będzie nad nim czuwał;) To taki drobny szczegół, o którym trzeba pomyśleć najlepiej zaraz po uzyskaniu informacji o dostaniu się na aplikację. Dzięki Patronowi nauczysz się sporządzać wszelkie pisma procesowe, radzić sobie z klientami i zachowywać się w sądzie. Już w lipcu będę mogła sama chodzić na rozprawy i godnie zastępować mojego Patrona;) Gorzej, jeśli trafisz na takiego, którego Twój los nie będzie zbytnio interesował.

Jak wygląda życie aplikanta adwokackiego?

Ciężko, ale fascynująco. To znowu mój punkt widzenia, bo znam osoby, które narzekają, że jest tylko ciężko. Są pewnie i takie, które twierdzą, że jest tylko fascynująco – w takim razie podziwiam, że nie odczuwają zmęczenia i nie zmagają się z żadnymi trudami dnia codziennego aplikanta;) Ogólnie rzecz biorąc, musisz: uczęszczać na zajęcia, uczyć się, zdawać sprawdziany czy kolokwia, uczestniczyć w praktykach w sądzie, wykonywać zadania zlecone przez Patrona. Jeśli masz szczęście, pracujesz u Patrona i nie musisz się niczym innym martwić. Jeśli Ci go brak, oprócz pracy u Patrona musisz znaleźć dodatkowo pracę w innej kancelarii, żeby na tą aplikację zarobić. No chyba, że z pomocą przychodzą rodzice;)

No kolorowo niestety nie jest. Ja znalazłam na siebie inny pomysł. Wykonuję wszystkie wyżej opisane punkty, ale oprócz pracy u Patrona pracuję na własny rachunek. Bo będąc prawnikiem można założyć własną firmę z doradztwem prawnym i wówczas budować już fundamenty pod przyszłą kancelarię. Oczywiście na wszystko Patron musi wyrazić zgodę;)

Mam swoich klientów i moja praca polega na sporządzaniu pism procesowych i obsłudze prawnej. Zdobywam doświadczenie i poznaję ludzi, którzy w przyszłości będą  już znać moje nazwisko. W końcu trzy lata to nie tak dużo, a czas szybko leci. Sporo osób pracuje u kogoś, wykonując czasem pracę za kogoś, a później otwierając własną kancelarię nikt ich nie zna. Trudniej takim osobom później zaufać.

 Dla kogo ten kierunek studiów?

- Przede wszystkim dla ambitnych osób, które są pewne, że tego chcą. Sporo znajomych po pierwszym roku zrezygnowało. Nie ma sensu tracić czasu. Nie spełniaj czyichś zachcianek, bo tu chodzi o Twoją przyszłość. Tylko Twoją! Nie rodziców, nie koleżanki, chłopaka czy wujka…

- Dla osób, które są zdeterminowane i gotowe poświęcić swój wolny czas na naukę, na długie godziny z książkami. Prawo jest trudne, ale da się je opanować.

- Dla osób, które będą chciały zadbać o swoją przyszłość już w trakcie studiów. Ja zaczęłam pracę w kancelarii już na drugim roku i przeszłam drogę przez Prokuraturę, Policję, windykację. Doświadczenie w tej branży jest istotne, bo konkurencja jest ogromna i ostrzy sobie zęby na każdym zakręcie.

- Dla osób, które się nie poddają z byle powodu i które są cierpliwe. Bo w tym zawodzie na zawrotną karierę trzeba trochę poczekać.

- Dla osób, które chcą zbawiać świat;) A tak serio, to naprawdę praca adwokata jest świetna. Osobiście najbardziej cieszą mnie momenty, kiedy widzę radość na twarzy klienta. Ta świadomość, że często ratujesz komuś życie. To wynagradza wszystkie chwile zwątpienia, wszelkie trudy i ciężką pracę.

 Niech Was nie zwiedzie ogólnie panująca opinia, że jest za dużo prawników i że ciężko o pracę, że nie utrzymasz się na rynku. Ok, to wszystko prawda, ale nie dla każdego. To jest prawda dla osób, które nie są przekonane, że ten zawód jest dla nich odpowiedni. Osoby, które naprawdę chcą zostać prawnikami, zrobią wszystko, żeby tak właśnie się stało.

Ja od początku miałam wiarę, że mi się uda. No i udało się! Trwa to bardzo długo, ale za mną już większy kawałek drogi. Jeśli bardzo się w coś wierzy, to w końcu się to spełnia.

Jestem prawnikiem, aplikantką adwokacką, mam nadzieję przyszłym adwokatem i mimo wszystkich trudności, albo i dzięki nim, jestem szczęśliwa:)

I tego właśnie Wam życzę! Jeśli nie w prawie, to w innej branży, ale żebyście byli szczęśliwi w tym, co będziecie w życiu robić. Pamiętajcie, że ten wybór może wpłynąć na Wasze życie diametralnie, więc wszystko spokojnie przemyślcie. Nie spieszcie się, macie jeszcze trochę czasu.

No i najważniejsze: jeśli będziecie robić to, co kochacie, to nie przepracujecie ani jednego dnia!

Tak się rozpisałam, że kolejny kierunek opiszę Wam następnym razem. Buźka!

 

 

  2 comments for “Wybieramy kierunek studiów: Prawo.

  1. ~Dana
    28 maja 2015 o 19:53

    Muszę to dać do przeczytania moim córciom :) Pozdrawiam, podziwiam i wytrwania życzę :)

    • soap-jam
      28 maja 2015 o 22:41

      Dziękuję i również pozdrawiam! :)

Odpowiedz na „~DanaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook