Slow life in my private paradise.

„Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Mimo, że we Wrocławiu czuję się już jak u siebie, to nadal domem nazywam mój dom rodzinny. Tak już pewnie zostanie, bo tam, w tym moim małym miasteczku, jest mi zdecydowanie najlepiej. Kiedy Wrocław maksymalnie przyspiesza i ledwo za nim nadążam, a w pośpiechu niemal gubię szpilki, staram się znaleźć czas na spędzenie choć kilku dni w domu. W końcu udało się zorganizować wolny weekend i w sobotę w południe wybraliśmy się w naszą drogę do raju.

Tylko trzy sprawy zakłóciły nam błogą ciszę, spokój i lenistwo. Po pierwsze – przeżywam okropny stres przed poniedziałkowymi wynikami z ważnego egzaminu. Po drugie – wszyscy wokół przez cały weekend rozmawiali o wyborach, na które oczywiście poszliśmy:) Cieszę się, że to już koniec na jakiś czas, bo temat ten zaczynał być męczący… Po trzecie – dostałam swój pierwszy w życiu mandat! Jeżdżę od ośmiu lat i jeżdżę dużo, ale jakoś zawsze miałam szczęście omijać wszelkie fotoradary i policję szerokim łukiem. Tym razem się nie udało i poinformowano mnie o przekroczeniu prędkości. Mało brakowało, a pozbyłabym się prawa jazdy. Nowe przepisy nie do końca są według mnie przemyślane. W każdym razie jeśli okaże się, że pomaga to w bezpieczeństwie na drodze, to jestem za. Sama jeżdżę bezpiecznie i nie lubię, gdy kierowcy zachowują się bezmyślnie. A mandat zarobiłam w takim miejscu, gdzie aż takie ograniczenie prędkości wydaje się być dziwne. No ale dość tego tematu. W końcu przeżyłam swój pierwszy raz;)

Poza tymi trzema sprawami, weekend był naprawdę błogi. Świętowaliśmy imieniny bratanicy K., grillowaliśmy, odwiedziliśmy rodziców jednych i drugich, dziadków jednych i drugich. Spędziliśmy czas w ogrodach – zarówno u K., u mnie i u moich dziadków. Złapaliśmy oddech, nacieszyliśmy oczy naturą. Byliśmy na długim spacerze, pośmialiśmy się, poleżeliśmy wieczorem z popcornem, oglądając dobry film. Kocham takie weekendy!:)

Znaleźliśmy też czas na kilka zdjęć. W pierwszej części chcę Wam pokazać luźny, ale elegancki weekendowy zestaw. W drugiej natomiast przeniesiemy się do mojego prywatnego raju.

Jacket/marynarka: ZARA
Pants/spodnie: New Yorker
Shirt/bluzka: Mohito
Heels/szpilki: New Look
Bag/torebka: Betty Barclay

Dziadek i pierwsze, własne truskawki<3

Na koniec najlepsze. Zdjęcia poniżej będą świetnie wyglądać jako tło na pulpicie!;)

Wspaniałej nocy!

  2 comments for “Slow life in my private paradise.

  1. 25 maja 2015 o 13:02

    tym samym zdaniem zaczelam dzisiejszego posta :) a w tych spodniach wygladasz cudownie :)

  2. 25 maja 2015 o 21:36

    Piękne zdjęcia! A i weekend udany:))) Na pierwszym zdjęciu jesteś tak podobna do mamy, ze az dech zapiera…:)

Odpowiedz na „~KasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook