Słodki smak zemsty.

Wyobraźmy sobie teraz taką sytuację. Przez wiele długich, szkolnych lat, nasza koleżanka nieustannie rzuca kąśliwe komentarze na nasz temat. Nigdy nie potrafi zauważyć żadnych pozytywów, zawsze musi znaleźć słaby punkt. Jesteśmy poddawani ciągłym psychicznym torturom z jej strony. A w ślad za nią idzie cała reszta szkolnego społeczeństwa. Całe gimnazjum i całe liceum to ciąg niepowodzeń, czerwonych ze wstydu i złości policzków, mokrych od łez oczu i usilnej chęci schowania się gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy.
Spróbujmy sobie wyobrazić uczucia, które mogłyby towarzyszyć nam w tej konkretnej sytuacji.

A teraz przenieśmy się w czasie. Jesteśmy już po studiach, dostaliśmy bardzo dobrą pracę w zawodzie. Udało nam się, ale szkolne wspomnienia niczym senna mara nie dają nam spokoju. Gdzieś w głębi czujemy, że coś jednak pozostało w nas z tamtych lat.
I pewnego dnia spotykamy ową koleżankę. Role się zmieniły, bo my jesteśmy na kierowniczym stanowisku, a koleżanka przychodzi do nas na rozmowę kwalifikacyjną i stara się o stanowisko w naszej firmie. Co prawdopodobnie w pierwszej sekundzie przyjdzie nam do głowy? Bo zapewne nie przyjmiemy jej z otwartymi ramionami…

Tak. Większości ludziom przemknie przez myśl, choć przez chwilę, że to odpowiedni czas na zemstę. Będą chcieli zrobić coś, co sprawi, że koleżanka poczuje się tak samo, jak my przed laty, z kolei oni sami poczują się znacznie lepiej.

Czy aby na pewno? Czy zemsta faktycznie jest słodka i smakuje nawet na zimno?
Czasem chęć odegrania się na kimś, kto bardzo nas zranił bądź ranił przez dłuższy czas, jest ogromna. Ulegamy temu uczuciu nawet podświadomie. Nie chodzi tu tylko o sytuacje podobne do opisanej przeze mnie na potrzeby dzisiejszego tekstu. Niektórym wystarczą drobnostki. Ktoś mi powiedział, że mam krzywe nogi, więc zemszczę się i przy najbliższej okazji powiem mu, że ma ogromny nos. „Oko za oko, ząb za ząb”. Taki nieustanny kołowrotek. Przez chwilę być może poczujemy się lepiej, odczujemy ulgę, ale na dłuższą metę – nie warto. Naprawdę. Nie ma sensu osobom, które są dla nas „solą w oku”, odpłacać tym samym. Bądźmy mądrzejsi i na wszelkie niekonstruktywne uwagi, na wrogie w stosunku do nas zachowania, po prostu przymykajmy to oko. Nasze ego wcale nie poczuje się lepiej, jeśli zniży się do poziomu tych, którzy w jakikolwiek sposób zagrażają harmonii w naszym życiu.
Zareagować na coś, z czym się nie zgadzamy, to już inna sprawa. Nie możemy dać sobą pomiatać i musimy pokazać, że będziemy o siebie walczyć. Jednak muszą to być reakcje natychmiastowe, a nie rozłożone w czasie, tak jak to jest w przypadku mszczenia się. Bo dobrą zemstę trzeba planować. Czasami nawet latami.

Nie bez powodu wybrałam dziś taki temat.  Osobiście raczej nie miałam i nie zamierzam mieć do czynienia z zemstą. Nie ukrywam, że czasem, gdy ktoś zajdzie mi za skórę, pojawia się myśl, żeby odpłacić mu z nawiązką. Na szczęście mija ona tak samo szybko jak się pojawia. Dzięki temu mam czysty umysł i czyste sumienie. Bo uwierzcie, kiedy dokonamy już naszego planu doskonałego i uda nam się idealnie zemścić na konkretnej osobie bądź osobach, wówczas pojawi się uczucie niepewności. Czy zrobiłam dobrze? Czy to tak miało być? Niestety, od tego nie będzie już odwrotu. Towarzyszyć też będą wyrzuty sumienia, bo być może nasz perfekcyjny plan objął więcej osób, niż powinien. Z tym mściciele, bo tak można ich nazwać, nie liczą się na samym początku. Bilans zysków i strat spowodowany zemstą może okazać się opłakany.

Doszliśmy w końcu do meritum tego, o czym tak naprawdę chciałam Wam dzisiaj napisać. Istnieje bowiem jedna jedyna ZEMSTA, którą kocham od samego początku do końca. Która trwała całe cztery, cudowne lata. Dzięki której zrozumiałam kilka spraw, poznałam wspaniałych ludzi – takich przyjaciół na długie lata. Natomiast gdy ta zemsta dobiegła końca, płakałam niemal całą noc. Nie z powodu wyrzutów sumienia, ale z powodu tego, że skończyło się właśnie coś pięknego, co było ze mną tak długi czas, coś za czym będę bardzo tęsknić….

Moja ZEMSTA to właściwie zemsta Emily Thorne. Emily to bogata, piękna i młoda kobieta, która nagle pojawia się w Hamptons. Swoją osobą wzbudza zainteresowanie wśród „królewskiej rodziny” miasta, czyli rodu Graysonów. Najbardziej zainteresowany nową sąsiadką staje się młody i przystojny Daniel Grayson, oraz jego władcza i zaborcza matka Victoria. Nie mają oni najmniejszego pojęcia o tym, co tak naprawdę ukrywa piękna blondynka.
Sceneria jest równie wspaniała. Ogromna rezydencja Graysonów i przytulny dom Emily ulokowane tuż przy plaży, nad brzegiem oceanu… Emily często pływa w bezkresnych falach, by zebrać myśli. A ma o czym myśleć. Nie pojawiła się w Hamptons bez przyczyny. Mieszkała już tu kiedyś, dawno temu. Wobec rodziny Graysonów również ma sprecyzowane zamiary.

Sama nie lubię, gdy ktoś zdradza fabułę serialu czy filmu, więc nie zrobię Wam tego. Uwierzcie, że jest mi bardzo ciężko się powstrzymać. W weekend obejrzałam ostatni odcinek Revenge (tak właśnie nazywa się serial w oryginale, w razie gdyby jeszcze ktoś na to nie wpadł;)) i dosłownie wylewałam łzy przez resztę nocy. W serialach najbardziej lubię to, co później okazuje się dla mnie najgorsze, czyli możliwość  zżycia się z bohaterami. Film trwa zaledwie 2 godziny, a serial? Choćby te cztery lata, jak Revenge. Spotykałam się z Emily, Graysonami, Nolanem, Jackiem, Aidenem i innymi przez taki kawałek czasu. Pocieszali mnie, kiedy oglądałam serial w podłym nastroju i cieszyli ze zdanego egzaminu, kiedy każdy kolejny odcinek był nagrodą.

Mimo ogromnej pokusy, nie opiszę Wam o co w tym serialu tak naprawdę chodzi.  Wolę, żebyście sami go odkryli i stwierdzili, że jest to serial wart każdej poświęconej mu minuty.
Podkreślę jednak fakt, że doskonale ukazuje on etapy zemsty. Daje nam do myślenia. Czy zemsta i zemsta to jest zawsze to samo. Z czym trzeba się liczyć decydując się na podążanie taką drogą.

Revenge jest na pierwszym miejscu listy moich ukochanych seriali, dlatego zdecydowałam się opisać go oddzielnie. Zasługuje na poświęcenie mu większej uwagi.

Przejdźmy więc do tego, za co kocham ten serial.

- za fabułę, której Wam nie zdradzę, dla Waszego dobra;)

- za genialną kreację głównych bohaterów. Idealny dobór aktorów. Emily VanCamp  w roli Emily Thorne jest wręcz wymarzona. To mój ideał. Piękna, młoda, mądra, inteligentna, silna i zamożna kobieta. Potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji. Zdarza jej się ratować życie sobie i innymi. Skrywa tajemnicę i przez to staje się jeszcze bardziej atrakcyjna. Wysportowana i przygotowana na każdą sytuację, każde warunki. Swój plan zemsty rozpoczęła w bardzo młodym wieku. Jest skupiona na celu i wie, czego chce. Każdy kolejny odcinek wzbudzał we mnie dreszcze, kiedy Emily odkrywała kolejne karty …
Kolejna rola, która zapada w pamięci na długo, to majestatyczna Victoria Grayson, grana przez Madeleine Stowe. Perfekcyjna w każdym calu, zimna i okrutna. A przy tym niesamowicie piękna. Jej uśmiech zawsze zwiastował kłopoty. Ale dla tego uśmiechu niejeden mężczyzna usychał z miłości.
Nolan Ross, grany przez Gabriela Manna, to kolejna brawurowo odegrana postać.  Ekscentryczny multimiliarder, przyjaciel Emily. Był zawsze dla niej,  a jego pomoc była nieoceniona. Chciałabym mieć takiego przyjaciela, który jest specem w dziedzinie informatyki i potrafi wszystko. Naprawdę wszystko.

- za Aidena Mathisa, czyli Barryego Sloane! Kocham tego aktora do granic możliwości!

- za realizację serialu. Wszystko od początku do końca przemyślane. Każdy wątek miał swoje miejsce, każda postać została celowo wprowadzona. No i zachowane ramy. Większość seriali ze względu na sporą oglądalność, która z kolei powoduje spore pieniądze, zostaje sztucznie przedłużana. Tak na siłę. Tworzy się wtedy niepotrzebne wątki, wprowadza coraz to nowszych bohaterów. Tutaj chodziło o konkretną rzecz, którą Emily od początku chciała wykonać. Mimo tego, że oglądalność serialu była bardzo duża, postanowiono zakończyć go w porę. Idealnie w czas. Cztery sezony po 22 odcinki i koniec. Bez zbędnego przedłużania i w związku z tym każdy sezon był wartościowy. Nigdy nie odczułam, że już wolałabym zakończyć jego oglądanie, jak to bywa w przypadku większości seriali, które oglądam.

- za trzymanie napięcia przez wszystkie sezony. Za oryginalne pomysły, nietuzinkowych bohaterów.

- za pozwolenie mi poczuć się choć przez chwilę jak mieszkanka luksusowego zakątka naszej ziemi:)

- za wszystko.

Ostatnim punktem zakończę to wyliczanie, bo mogłoby ono trwać do jutra. Rzadko kiedy serial tak bardzo zapisuje się w moim sercu. O jego kunszcie świadczyć może to, że najpierw oglądałam go sama. Obejrzałam dwa sezony, aż któregoś wieczoru K. przyszedł do mnie i stwierdził, że on chce sprawdzić, czym się tak zachwycam. Tego pamiętnego wieczoru obejrzał ze mną cały pierwszy sezon, tak się wciągnął! Wówczas Revenge stał się naszym wspólnym ulubionymi serialem, a ja byłam przeszczęśliwa mogąc oglądać go po raz drugi. Jestem pewna, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.

Kończąc, mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do obejrzenia mojego ukochanego serialu. Dodam, że soundtrack ma równie nieziemski;) Dowodem na to może być utwór, który pojawia się w najlepszych momentach serialu. O, właśnie ten:

A może jest tu ktoś, kto ZEMSTĘ ma już za sobą? Może jest tak samo nią zachwycony, a może ma jakieś inne doświadczenie w tej kwestii?;) Koniecznie dajcie znać! A jeśli ZEMSTA jest jeszcze przed Wami, to szybciutko ją nadróbcie – naprawdę polecam! W tym jednym jedynym przypadku jest ona wyjątkowo słodka:)

  3 comments for “Słodki smak zemsty.

  1. ~blekitna
    20 maja 2015 o 00:40

    Za Aidenem płakałam pół nocy. Wciąż nie obejrzałam trzech ostatnich odcinków, bo tak bardzo nie chce zakończyć tej przygody :) Gdzieś po pierwszym sezonie pomyślałam sobie ‚współczesny hrabia Monte Christo’, pod koniec serialu rzeczywiście tak nazwali Emily. Łączy ich niesamowita inteligencja i rodzaj zemsty – planowanej latami, wykonanej z precyzją, ale zdecydowanie nie najprostszymi metodami… i to jest najciekawsze, jak byli w stanie doprowadzić wrogów do samozagłady, jak wykorzystali ich życiowe błędy i poprowadzili ich do tego, że sami zniszczyli sobie życie konsekwencjami złych czynów i wyborów. Polecam serial Revange!

    • soap-jam
      20 maja 2015 o 13:53

      Dokładnie! Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś:) A tych nieobejrzanych odcinków po prostu Ci zazdroszczę!

  2. 27 maja 2015 o 06:40

    Świetny i przewrotny tekst. Super autentyczna pierwsza część będąca zaskakującym wprowadzeniem do opisania serialu. Oby tak dalej.

    M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook