Tea time!

„Przy herbacie zachwycam się życiem.” (Piotr Madej - Bancha w: Guayabero. Księga herbaty)

Herbata to napój bogów. Herbata to płynne szczęście. Z kubkiem gorącej herbaty wszystko wydaje nam się lepsze, zabawniejsze, ciekawsze. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć. Nie kawa, nie soki, ale właśnie herbata. Jestem herbatoholiczką. Serio.

Godzina 6.00, 8.00 czy 10.00. Nieważne o której otwieram oczy i wyrywam się z objęć Morfeusza, zawsze jedną z pierwszych czynności jest zaparzenie herbaty. I tak rankiem pijam zazwyczaj zwykłą – gorzką lub z łyżeczką cukru trzcinowego, w zależności jak ciężki czeka mnie dzień. Kolejną herbatę wypijam już w południe – w mieście, jeśli pracuję, ale najchętniej w domu. Wtedy jest już to herbata smakowa. Najczęściej owocowa. Następna herbata to ta popołudniowa, o 17.00. Typowo angielska. Twinings z odrobiną mleka. Wczesnym wieczorem wspólnie z K. parzymy sobie cały imbryczek herbaty z różnymi dodatkami – popularną cytryną i miodem, a zimą z imbirem, goździkami i syropem malinowym. Ostatnią herbatą w ciągu dnia jest ta na krótko przed spaniem – ziołowa. Zwykle melisa, choć zdarza się mięta czy rumianek. Albo lawenda, ostatnio często u nas używana. Na dobry sen. Na piękne iluzje tworzone w głowie przez całą noc.
Zimą pijemy dwa razy więcej herbat, latem delektujemy się i gasimy pragnienie mrożoną wersją. W odwiedzinach u rodziny czy przyjaciół zawsze prosimy o herbatę. Na wakacjach to też jest u nas częsty napój.

Co takiego ma w sobie herbata, że tylu ludzi pije ją każdego dnia?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie cofnijmy się trochę w czasie. Opowiem Wam jedną z legend o powstaniu herbaty. Otóż pewnego dnia w roku 2737 p.n.e., chiński cesarz Szen Nung, zapalony zielarz, rozsiadł się wygodnie w cieniu drzewa herbacianego. W rękach swych trzymał naczynie z przegotowaną wodą, bo pijał taką ze względów higienicznych. Był to dzień dość wietrzny i niespodziewanie kilka listków herbaty wpadło mu do gorącej wody, którą cesarz wypił. Zasmakowało mu bardzo i tak powstała nasza herbata. Jednak historii jest wiele i sami możemy wybrać, która nam się najbardziej podoba.

Niestety ze względów zdrowotnych pijam tylko herbatę czarną i białą i to na nich chcę się skupić, mimo, że herbata zielona jest bardzo zdrowa i popularna we właściwej diecie. Jednak jej czarne i białe siostry wcale nie są gorsze. Każda z herbat ma swoje plusy.

Herbata czarna.

Zawiera teinę, która pobudza organizm i poprawia zdolność myślenia. Pomaga chronić organizm przed udarami, rakiem, zawałami serca oraz zakrzepami krwi. Wspomaga trawienie i ma w sobie fluor, który zapobiega próchnicy zębów.

Herbata biała.

Jest to „eliksir młodości”. Zawiera w sobie polifenole, które chronią organizm przed wolnymi rodnikami i w ten sposób opóźniają proces starzenia się. Herbata ta zawiera sporo witaminy C, pobudza organizm i wzmacnia naszą koncentrację.

Herbata lawendowa.

To swoisty oksymoron, bo herbata ta zarówno nas uspokaja i pobudza. Wspomaga nasz układ trawienny, łagodzi ból, ułatwia leczenie infekcji i pomaga w problemach skórnych.

Herbaty ziołowe.

Koją nerwy, wspomagają odchudzanie, łagodzą bóle, mają zbawienny wpływ na nasze trawienie, dbają o dobry sen i dodają energii. Do wyboru mamy najróżniejsze zioła: melisa, mięta, rumianek, szałwia, lipa, koper włoski, skrzyp itp. Ze swojej strony polecam też bukiet ziół, czyli mieszankę większości herbat ziołowych.

Widzicie ile dobrego oferuje nam herbata? W dodatku większość z nich jest pyszna. Jak więc można bez niej żyć?
Jej smak doceniany jest przez cały świat bez względu na wszelkie różnice. Pija ją Angielska Królowa i przeciętny mieszkaniec niemal każdego kraju. Picie herbaty w niektórych miejscach jest wręcz rytuałem. Sprawia ona, że czynności, które wykonujemy pijąc ją, stają się wręcz magiczne. Czytanie książki bez kubka gorącej herbaty? Ja sobie tego nie wyobrażam…

Pamiętajcie: „Herbatę się pija, by zapomnieć o hałasie świata.” (T’ien Yiheng)

To co, kubki w rękę i smacznej herbaty?;)

  4 comments for “Tea time!

  1. 13 kwietnia 2015 o 14:50

    Super wpis:)) też herbaciara jestem:) mó faworyt do Dilmah (breakfast tea – english or irish – to już obojętne:). Ale w domu mamy tyle odmian herbat, ze sama nieraz nie potrafię się w nich połapać…i rumianek, i suszona mięta, suszona lipa, i jaśminowa, owocowe, zielone, hmmm..:D
    oby dwoje z moim pijamy herbatę, kawą gardzimy, choc ja jeszcze cafe latte oraz mrożoną pijam:)
    o tej legendzie także słyszałam – urocza…
    pozdrawiam serdecznie*

    • ~soap-jam
      13 kwietnia 2015 o 14:56

      Mam dokładnie tak samo! Latte i mrożona z dużą ilością mleka jeszcze może być, każda inna kawa niestety mi szkodzi. A co do herbat to wpis powstał przy okazji ich porządkowania, bo nazbierało się ich tyle, że mogłabym sklep otworzyć;) Nie umiałabym żyć bez tego napoju, zdecydowanie.

  2. ~Justyna
    16 kwietnia 2015 o 12:29

    Nie wyobrażam sobie dnia bez kubka gorącej herbaty. Lubię wszystkie czarne, czerwone, zielone. Od czasu do czasu sięgam również po białą. Ale tak na co dzień do śniadanka pijam czarną firmy chelton. http://kawa-czy-herbata.pl/pol_m_Herbaty_Pakowane-markowe_Chelton-195.html Pychota

    • soap-jam
      16 kwietnia 2015 o 19:53

      Nigdy tej herbaty nie piłam, muszę spróbować;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook