Boisz się, że przegapisz ten wpis?

Żyjemy w czasach, w których z każdej strony otaczają nas różnego typu nowości. W dopiero co kupionym, nowiutkim telewizorze oglądamy reklamy, które pokazują nam, że nasz telewizor nadaje się do wymiany, bo kilka dni temu na rynku pojawił się udoskonalony, rewelacyjny model.

Otaczamy się sprzętem – komputerami, laptopami, tabletami, telefonami komórkowymi – który w założeniu miał nam pomagać, miał umożliwiać kontakt z innymi ludźmi, a w rzeczywistości to wszystko psuje. Jedyne co przychodzi do głowy, to słowa piosenki, która odeszła pewnie w zapomnienie, bo przecież swoje lata już ma: „Zamienię Ciebie na lepszy model”. Tylko z tego co pamiętam, w piosence przed tymi słowami, było jeszcze: „Już się zepsułeś i wiem co zrobię…”, czego niestety czasem my nie możemy stwierdzić, bo wymieniamy nasze sprzęty po to, by być na bieżąco, a nie dlatego, że nie nadają się już do użytku.

Mimo, że do wstępu dzisiejszego wpisu użyłam przykładu technologii, to sprawa, którą chcę poruszyć, przekracza ten zakres. Czy zdarzyło Wam się kiedyś poczuć strach, że coś Was ominie? Że przegapicie jakieś ważne wydarzenie? Że nie usłyszycie jakiejś informacji, która mogłaby zmienić Wasze życie?
Śledzicie na bieżąco portale społecznościowe, telefon zabieracie ze sobą wszędzie, a myśl, że ktoś nagle mógłby odciąć Was od Internetu, przeraża Was tak bardzo, że nagle zaczynacie być bladzi i dostajecie siódmych potów?

Być może trochę przerysowałam, ale każdy powinien zauważyć, jaki jest cel tych pytań. Jeśli na którekolwiek moglibyście odpowiedzieć twierdząco, to może oznaczać, że dopadł Was syndrom FOMO. FOMO to nic innego jak „Fear Of Missing Out”, czyli strach przed tym, że coś nas ominie.

Pierwsza czynność po obudzeniu, to sprawdzenie nowinek w facebookowym czy instagramowym świecie. No a później to już idzie samo. Każda przerwa w pracy czy szkole, albo nie daj Boże zamiast pracy czy szkoły, każde spotkanie biznesowe czy z przyjaciółmi, obiad z rodziną, romantyczny wieczór we dwoje… Bo przecież to byłaby katastrofa, gdyby koleżanka, za którą nie przepadam i która irytuje mnie do granic możliwości, dodała jakieś piękne zdjęcie akurat wtedy, kiedy ja nie scrolluję tablicy fb.

FOMO jest przypadłością naszej cywilizacji, którą wprost pochłonęła technologia. Do wyboru mamy milion urządzeń, które pozwalają nam być „ON” przez większość czasu. Dzięki tym urządzeniom mamy mieć lepszy kontakt z przyjaciółmi i rodziną. Tylko dlaczego to właśnie przez to ulepszenie dramatycznie pogarsza się nasz kontakt realny? Dlaczego zamiast czerpać radość z obecności bliskich, cieszyć się spędzaniem czasu z nimi, wolimy ten czas spędzić w sieci?
Taką sytuację odczułam na własnej skórze całkiem szybko, bo kiedy miałam zaledwie 10 lat i kiedy komputer z Internetem był u mnie w domu świeżym zjawiskiem. Tradycyjnie bawiłam się z koleżankami w parku, kiedy to usiadłyśmy na ławce i zawzięcie szukałyśmy nowego pomysłu na zabawę. Wówczas jedna z koleżanek stwierdziła, że jej się nudzi i że może lepiej niech każda idzie do domu i wtedy spotkamy się na „gg” (gadu gadu, pamiętacie chyba, co?). Powiedzcie mi więc, gdzie tu jest jakiś sens? Nie znalazłam go jako dziesięciolatka i nie znajduję go nadal.
Współcześnie młodzi ludzie wolą rozmowę na czacie, internetowe kartki urodzinowe czy komentowanie zdjęć i lajki. Od lajków uzależnione jest całe życie. Co jeśli zdjęcie nie zbierze wystarczającej ilości polubień? Znam osoby, które są na tyle zdesperowane, że dane zdjęcie czy filmik bez polubień usuwają i za chwilę dodają ponownie po to, żeby innym ciągle się wyświetlały i żeby w końcu kliknęli ten kciuk w górę.

FOMO ma związek nie tylko z Internetem, żeby nie było, że się na niego uwzięłam. Czytamy wszystkie modne książki i oglądamy wszystkie modne filmy, żeby być na bieżąco. Modne, czyli takie, o których jest głośno, które polecają znane osoby. Nie przeczytałeś sagi „Zmierzch”? Nie obejrzałeś „50 twarzy Greya”? Nie oglądasz „Gry o Tron”? To straszne! Jesteś jakiś niekompletny, coś Cię z pewnością omija i to coś naprawdę ważnego!
Takie myśli pojawiają się w głowie osób cierpiących na tę przypadłość. Godzinami śledzą trendy i licytują na aukcjach internetowych przedmioty czy ubrania, które są totalnym must have w tym sezonie, mimo że nawet im się nie podobają. W sumie to są dla nich jakieś dziwne, brzydkie i swój czas spędzą na dnie szafy, oczywiście zaraz po tym, kiedy zostanie zrobione im zdjęcie i wrzucone na profil na Facebooku czy Instagramie, żeby inni mieli świadomość jaki jestem na czasie.

Dzięki szybkiemu łączu dociera do nas informacja, że nasi znajomi są właśnie na imprezie roku, inni wybrali się na weekend do Paryża, a jeszcze inni poszli razem na basen czy do kina. A my? Siedzimy w domu. Mimo, że nam z tym dobrze i że akurat w tej chwili nie chcielibyśmy się znajdować nigdzie indziej, to za nic w świecie nie możemy pokazać, że w tym domu siedzimy. Omija nas przecież tyle ciekawych zajęć na zewnątrz. Więc może zmobilizujemy się i wyjdziemy gdzieś do miasta albo odwiedzimy kogoś?

FOMO przenika też do sfery naszych uczuć, przyjaźni, a nawet pracy. No bo co jeśli omija nas możliwość spotkania kogoś lepszego albo znalezienia lepszej dla nas pracy?
Wnikliwie więc przyglądamy się naszemu partnerowi czy przyjacielowi i porównujemy go do innych. Czasem do osób spotkanych na naszej drodze, z naszego otoczenia, a czasem idziemy krok dalej i dokonujemy porównania z wyimaginowanymi postaciami z filmów czy w ogóle ze świata telewizji.

Osobiście nigdy nie chciałabym zaliczać się do FOMO. Nie chcę być osobą, która robi wszystko, byle jej coś nie ominęło, bo to byłaby tragedia. Nie chcę czytać wszystkiego, co jest modne albo co inni mi proponują. Nie chcę zwiedzić wszystkich ‚typowych’ miejsc.
Uwielbiam spędzać czas w domowym zaciszu – jest mi wtedy najlepiej. O, taka sobota jak dziś. Siadam w wygodnym fotelu z ulubioną herbatą, włączam rmf classic i czytam książkę, ale taką, która faktycznie sprawia mi przyjemność, a nie która jest na czasie. Później wpadam na pomysł napisania tekstu na bloga i robię to, ale nie ze strachu, że coś mnie ominie, ale dlatego, że to właśnie lubię i to jest moja pasja.
Lubię też spędzać czas sama ze sobą. Zabieram wtedy mój aparat i wyruszam w pobliski świat. Próbuję złapać chwilę po to, by ją docenić, nie dlatego, że boję się ją stracić.

Chcę natomiast wycisnąć z życia tyle, ile się da, ale tylko to, co jest dla mnie dobre, czego potrzebuję, co lubię, czym się zachwycam. Oczywiście, że chcę zwiedzić Świat, przeczytać jak najwięcej książek, obejrzeć jak najwięcej filmów i zrealizować jak najwięcej marzeń i szalonych pomysłów, ale tych, które są na mojej liście. Życie nie polega na tym, żeby zrobić wszystko, co ma do zaoferowania. Trzeba dokonać odpowiedniej selekcji i robić to, co naprawdę daje nam satysfakcję i sprawia, że jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni. Z siebie i życia. A wszystkiego i tak zrobić się nie da, więc nie ma sensu walczyć z wiatrakami.

Przyznaję się też bez bicia, że zdarza mi się w ciągu dnia bez żadnego powodu zajrzeć na Facebooka albo na Instagram, ale nie robię tego z przemożnej chęci sprawdzenia co słychać u innych i czy coś przypadkiem mnie nie omija. Prowadzę bloga, który jest moją pasją i pozwala mi się oderwać od rzeczywistości, dlatego też chcę, żeby był on prowadzony rzetelnie. Nie widzę sensu w blogach, na których wpisy pojawiają się rzadko i nieregularnie. Chcę też dbać o kontakt z potencjalnym czytelnikiem poprzez wstawianie zdjęć na fanpage. Jednak zdarza mi się też całymi dniami nie mieć kontaktu z Internetem, nie wspominając o tym, że często mam nieprzyjemności z powodu nie odebrania maila, bo nie zaglądam na pocztę od tygodnia.

Wszystko jest dla ludzi. Surfowanie po Internecie powinno sprawiać nam przyjemność i ułatwiać życie, bo do tego jest stworzone. Jednak mimo to nie powinniśmy wyzbywać się przyjemności, które znane były naszym przodkom jeszcze w odległej epoce bez Internetu. Musimy pielęgnować spotkania z rodziną czy przyjaciółmi przy jednym stole, a nie przy kilku ekranach. Zamiast w FarmVille pewnego popołudnia zagrajmy razem w Scrabble czy inną planszówkę. Doceńmy bliskość i prawdziwy kontakt fizyczny.
Przede wszystkim jednak róbmy to, co naprawdę nas uszczęśliwia, a nie to, co uszczęśliwia wszystkich. Jeśli nawet coś nas ominie, to nic. Nie wszystko jest warte naszej uwagi;)

Nawigacja po wpisie

  1 comment for “Boisz się, że przegapisz ten wpis?

  1. 28 marca 2015 o 22:39

    Super wpis, zaraz go prześlę dalej :)) a tak na poważnie masz rację w 100%. to co teraz się dzieje to jakaś parodia, która po mału w koszmar się zmienia.
    Założyłam bloga, bo pisać lubię, i chcę jakąs pamiątke dzieciom zostawi. I dopiero jak go założyłam, to i do teraz oczy mi się jeszcze otwierają co ludzie, mający swoje blogi, potrafią zrobić, aby , tak jak piszesz, dostać tego lajka albo komentarz albo bóg wie co…a ja piszę, bo lubię, jak ktoś to czyta to też fajnie, no ale bez przesady, prawda? tym bardziej, ze ja to wolę kontakt w realnym świecie, i na tym FB bywam, aby dodawać wpisy…
    i każdy każdemu zazdrości, a wystarczy rozejrzeć się wokół siebie i dostrzec to co się ma…
    ps. hmm nie czytałam tego całego Grey’a :D wolę Jacka Reachera :D (Lee Child)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook