5 sprawdzonych sposobów na rozwój osobisty!

 Znam różnych ludzi. Dla jednych, jeśli chodzi o rozwój osobisty, wystarcza matura, która potwierdza ich znajomość języka polskiego i angielskiego, matematyki, historii czy geografii. Dla innych to trochę za mało. Zapisują się więc na kursy językowe, rozpoczynają jakieś szkolenia albo decydują na studium np. kosmetyczne. Jeszcze inna grupa osób ambitnie podejmuje studia, niezależnie jaki kierunek, ale idą na studia. Kiedy już jednak się tam znajdują, tuż na początku października, rozpoczynają prawdziwe studenckie życie: imprezy do rana, spanie do południa, obiady ze słoików, gry na komputerze i znowu imprezy. Od czasu do czasu przygotują jakiś projekt na zaliczenie albo pouczą się do sesji. Istnieje jeszcze inna grupa osób. Ci właśnie zaliczyli już wszystkie etapy – maturę, studia, kursy – i jeszcze im mało. To nad tą grupą osób chciałabym dzisiaj troszkę bardziej się pochylić.

Nie zrozumcie mnie źle. Nikogo nie chcę tym wpisem urazić czy obrazić. Bardziej zależy mi na tym, żeby choć jedną osobę zarazić;) Szanuję, że ludzie mają różne podejście i jednym zależy na tym, a innym na tamtym. Każdy ma święte prawo do decydowania o swoim życiu i robieniu co mu się żywnie podoba. Dla jednych dobre będzie coś, co dla innych jest nie do pomyślenia.
I dobrze. Świat byłby zbyt nudny i monotonny gdyby wszyscy mieli jednakowe podejście do życia, takie same ambicje czy aspiracje.

Jednak pamiętajcie o jednym: „You think big, You get big”. Jeśli chcemy osiągnąć jakiś sukces, mieć lepsze życie, rozwinąć siebie i swoje talenty i pasje, to kluczowe tu jest słowo: CHCEMY.
Podobno chcieć to móc. Zgadzam się z tym w 100%. Zawsze czegoś chciałam, a kiedy to osiągałam, od razu wyznaczałam sobie nowy cel. Moje chcenie nigdy się nie kończy, dlatego cały czas się rozwijam. Ciągle wymyślam sobie nowe zajęcia, nowe pasje, nowe zadania. No i właśnie na podstawie własnych doświadczeń CHCIAŁABYM podzielić się z Wami moimi sposobami na rozwój osobisty. Wszystkie te sposoby dały mi ogromne poczucie własnej wartości, zwiększyły moją samoświadomość, udzieliły odpowiedzi na kilka pytań i naładowały nową, pozytywną energią i motywacją do dalszego działania.

  1. STUDIA: NIE JEDEN, ALE DWA KIERUNKI.

Studia są dobrym sposobem na rozwój osobisty i na zwiększenie swojej wiedzy w danym zakresie, ale pod jednym warunkiem. Musisz uczyć się dla samego siebie, a nie dla uzyskania dyplomu. Samo tzw. Studiowanie z automatu, czyli chodzenie na zajęcia po to, żeby chodzić, zaliczanie egzaminów po to, żeby zaliczyć, a potem zapomnieć – mija się z celem. Wiele kierunków nie daje 100% przygotowania do przyszłego zawodu. Studiowałam prawo i egzaminy polegały na tym, że musieliśmy w zasadzie wykuć na pamięć całe kodeksy. I co nam to dało, skoro nie dosyć, że po kilku chwilach wylatywało nam to z głowy, to jeszcze zdarzało się tak, że dane przepisy zmieniły się nagle i trzeba było uczyć się na nowo. Z prawem tak właśnie jest – uczysz się całe życie. Teraz jestem na aplikacji i wcale nie czuję, żeby studia mnie jakoś do tego specjalnie przygotowały. Pomaga mi właściwie to, co udało mi się nauczyć samej dla siebie. Ale nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach papierek z Uczelni i tak ma duże znaczenie, w niektórych przypadkach największe.

Na prawie zawsze nam powtarzali, że nie warto być zapatrzonym w jeden cel i w jedną dziedzinę. Nigdy nie uda się być dobrym prawnikiem, jeśli nie będziemy mieć szerszej perspektywy. Pamiętam, że wykładowcy nie do końca rozumieli takich typowych kujonów, którzy owszem, wiedzę podręcznikową mieli w jednym palcu, ale życiowej wiedzy nie posiedli nigdy. Zachęcali nas do znalezienia oprócz prawa innej pasji, zainteresowań. Mówili, że prawnik, który nie będzie miał odskoczni od swoich spraw, prędzej czy później zwariuje. I mieli rację.

Biorąc sobie więc ich słowa do serca, postanowiłam na trzecim roku studiów, spróbować swoich sił w innym kierunku. Tak też zostałam studentką psychologii i jestem nią do dzisiaj (został mi jeszcze rok!). Prawo i Psychologia na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą wiele wspólnego, jednak po bliższym poznaniu ten pogląd się zmienia. Psychologia pozwala mi bardziej zrozumieć to co robię, lepiej poznać drugiego człowieka i uczy mnie wielu sztuczek. Prawdę mówiąc wydaje mi się, a właściwie jestem pewna, że dzięki psychologii jestem lepszym prawnikiem. Poza tym rozszerzyła pole mojego widzenia i wzbogaciła o wiele nowych, cennych doświadczeń.

W przyszłości chciałabym skończyć jeszcze jeden kierunek: zarządzanie. Jak wszystko sobie usystematyzuje, to myślę, że mi się to uda:)

2. KURSY DODATKOWE.

 Kursy dają nam czasem więcej niż same studia. Możliwości jest wiele. Mogą być to kursy językowe, chociaż im chciałabym poświęcić oddzielny punkt. Jestem właśnie w trakcie kursu „Better leader, richer life”. I zgadnijcie co? Jest to kurs prowadzony przez profesora z Uniwersytetu w Pensylwanii! Zawsze marzyły mi się studia zagraniczne, więc teraz mam możliwość choć w części to marzenie spełnić. Najfajniejsze w tym jest to, że każdy, kto ma dostęp do Internetu, ma taką możliwość. Zajrzyjcie na stronę COURSERA. Znajdziecie tam mnóstwo kursów, które pozwolą Wam zgłębić wiedzę w różnorodnych dziedzinach. To wszystko za darmo!

Mój kurs ma nauczyć mnie jak być lepszym leaderem, nie tylko w życiu zawodowym, ale i prywatnie. Dowiem się jak lepiej zarządzać nie tylko firmą, ale i swoim czasem. Za mną dopiero pierwszy tydzień nauki, ale już mi się podoba. Kurs trwa 8 tygodni i polega na słuchaniu wykładów profesora, wykonywaniu jego zadań i na koniec każdy kursant będzie musiał zdać egzamin. Po wszystkim dostanę certyfikat ukończenia kursu – co może dać mi nawet jakieś szanse na przyszłość i to nie tylko dla samej siebie, ale jako ten dzisiejszy „cenny” papierek, którym trzeba gdzieniegdzie się wykazać. Świetna sprawa. Wiem, że to mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni kurs:)

Co do kursów, to istnieją jeszcze inne możliwości. Mój K. zrobił np. kilka certyfikatów, które nie tylko wzbogaciły jego wiedzę i rozwój osobisty, ale także kieszeń;) Jeśli już naprawdę nie widzicie sensu w braniu udziału w jakimś kursie dla samych siebie i dla dowiedzenia się czegoś nowego, to znajdźcie kurs, który pozwoli Wam zdobyć certyfikat, który z kolei da Wam szansę zarobku. To też rozwija, a dodatkowo daje inne korzyści.

 3. KURSY JĘZYKOWE – NAUKA JĘZYKA.

 Nauka języka to bardzo ważna sprawa. W dzisiejszym świecie jeden język, zwłaszcza, że prawdopodobnie jest to angielski, już nie wystarcza. No ale co do angielskiego to dobrze go znać. Pomaga nam w wielu kwestiach. Na zagranicznych wakacjach owszem można porozumiewać się na migi, ale czy to nie świadczy o nas trochę źle? Młody człowiek wymachujący rękami i próbujący zameldować się w hotelu. A i stresu jest więcej, który może nawet zrujnować nam wakacje. W każdym miejscu za granicą, w którym dotychczas byliśmy, dało dogadać się po angielsku.

Jednak już we Francji natrafiliśmy na małe problemy. Część francuzów mimo, że doskonale zna angielski, zwyczajnie nie chce się w tym języku porozumiewać. Zmusza nas tym samym do mówienia w ich ojczystym języku.
Dlatego też od zawsze stawiałam na języki. Jeszcze „za młodu”, czyli od  przedszkola aż do studiów chodziłam na zajęcia z języka angielskiego – miałam je w szkole, w szkole prywatnej i dodatkowo w domu. W gimnazjum zamarzył mi się francuski, więc zapisałam się na zajęcia w tym języku. Przez trzy lata uczyłam się też łaciny, co może nie jest aż tak przydatne, ale było zupełnie odmiennym doświadczeniem.
Niedawno zapisaliśmy się z K. na kurs języka włoskiego.
A co zrobić jeśli niekoniecznie stać nas na dość drogie kursy?
Wiadomo, studia są w tej kwestii pomocne, choć nie zawsze. Na prawie moje zajęcia z angielskiego (i żadnego innego języka do wyboru!) były wręcz śmieszne – po 13 latach nauki języka, uczyłam się ponownie o zwierzątkach. Dopiero po roku to się zmieniło, kiedy powstała grupa na odpowiednim poziomie. Na psychologii za to moja grupa miała fantastyczne zajęcia. Uczyliśmy się angielskiego typowo psychologicznego i to podobało mi się bardzo.
Innym sposobem jest uczenie się języka na własną rękę. Po tym jak zakończyłam kurs francuskiego, zaczęłam uczyć się go z płyt i książek. Są specjalne kursy na komputer czy dvd. Jak dla mnie, to świetny pomysł. Osobiście polecam dla początkujących „Francuski Pas de probleme!” – są to podręczniki na każdym poziomie wraz z płytą, a dla bardziej zaawansowanych dobrą opcją jest „Blondynka na językach”, czyli podręczniki Beaty Pawlikowskiej. W taki sposób przyswajamy sobie wszystko w domowym zaciszu i we własnym zakresie.
K. znalazł nawet inną opcję. Nasza koleżanka uczy niemieckiego przez skypa. Tym samym K. nie wychodząc z domu co tydzień bierze udział w zajęciach. Łatwy i skuteczny sposób.

 4. ROZWIJANIE SWOICH PASJI, SZUKANIE DOŚWIADCZEŃ.

 Pisałam o tym nie raz, ale powtórzę. Najbardziej naszą osobowość kształtują nasze pasje. Każdy powinien mieć choć jedną i coś w tym kierunku robić. To może być cokolwiek. Z roku na rok przybywa mi coraz więcej pasji. Kiedyś nie umiałam żyć bez tańca. Treningi zajmowały mi większość czasu w tygodniu. Jednak kontuzja sprawiła, że musiałam trochę odpuścić. Nadszedł więc czas na tenisa, bez którego nie wyobrażamy już sobie życia. To nasza wspólna pasja, więc nawzajem się nakręcamy. Moją pasją jest też prowadzenie bloga. Prowadzę go przede wszystkim dla siebie. Pisanie daje mi wiele radości, relaksuje i rozwija mnie. W ogóle pisanie jest moją wielką pasją. Poza tym kocham też aktorstwo i śpiew. Tęsknię za czasami, kiedy nie schodziłam ze sceny, kiedy razem z koleżankami najpierw same pisałyśmy tekst piosenek, a potem je wykonywałyśmy przed ogromną publicznością. Pisałam też już kiedyś o tym, że w ubiegłym roku wróciłam do aktorstwa. Bycie na scenie daje mi niesamowitą energię. Każdy występ sprawia, że przez następne tygodnie jestem bardzo szczęśliwa.

Uwielbiam też czytać książki, wszystkie. Interesują mnie jednak najbardziej te, które są w pewnym sensie poradnikami. Dużo z nich wynoszę i wzbogacają mnie o nową wiedzę. Jeśli lubicie czytać, dlaczego by nie wykorzystać tego sposobu, do poszerzenia wiedzy w danym zakresie?
Rozwijajcie więc swoje pasje, a jeśli jeszcze ich nie macie, to znajdźcie je. Człowiek bez pasji jest niepełny.
Co do szukania doświadczenia, to chodzi mi o to, żeby zacząć robić coś, co będzie miało wpływ na dalsze życie, szybciej niż inni. Na moich studiach były osoby, które aż do obrony pracy magisterskiej nie spędziły nawet jednego tygodnia w kancelarii. Zastanawiam się, jak sobie teraz radzą i czy w ogóle sobie radzą. W zawodzie, który wybraliśmy, nie da się tak od razu „wskoczyć” i płynąć razem z innymi. Trzeba przede wszystkim wielu lat doświadczeń. Jak już mówiłam, sama wiedza ze studiów nie wystarczy. To o wiele za mało! Ja swoje doświadczenie zaczęłam zdobywać już na drugim roku, kiedy wydawało się to niemożliwe. Ale „zawsze wydaje się coś niemożliwe, dopóki nie zostanie to zrobione”. Byłam przeszczęśliwa kiedy okazało się, że pani mecenas wybrała właśnie mnie do swojej kancelarii – studentkę zaledwie drugiego roku, która tak naprawdę jeszcze nic nie umie, jest zielona. Miałam też szczęście, że trafiłam na prawniczkę, która nie prowadziła mnie za rękę. W pierwszym dniu pracy musiałam odbyć spotkanie z klientem i doradzić mu, bez wcześniejszych ustaleń. Byłam zdana na samą siebie. Ale takie rzucenie mnie na głęboką wodę i zaufanie mi, pozwoliło mi zdobyć cenne doświadczenie, które pomogło mi w przyszłości. Pracowałam tam ponad dwa lata i stwierdziłam, że nadszedł czas na zmiany. Sprawdziłam więc, jak to jest pracować w Policji, w Prokuraturze i w Windykacji. Uwierzcie mi na słowo, praktyki i praca dały mi więcej niż teoria wykładana na studiach. Niby każdy wie, że tak jest, a jednak niektórzy wolą całymi dniami wypoczywać i praktykować „nicnierobienie”. Trudno, ich strata, a nasza korzyść!;)

 5. WŁASNA DZIAŁALNOŚĆ.

Założenie własnej działalności, obojętnie czy chcemy sprzedawać jakieś produkty, czy świadczyć usługi, daje nam wiele możliwości. Wiele osób waha się, czy da radę, zastanawia się jak to będzie. My też mieliśmy wątpliwości. Nosiliśmy się z zamiarem założenia firmy wiele miesięcy. Ostatecznie jednak wybraliśmy się do CEIDG, US, ZUS i już – nasza własna firma istnieje:) Nie powiem, że ta droga jest łatwa, ale do odważnych świat należy. Jasne, że można mieć jakąś ciepłą posadkę, pracować na etat, dla kogoś. To właśnie ta ostatnia część skutecznie odwiodła mnie od zatrudnienia w czyjejś firmie. Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie pracy dla innego człowieka, który posiadałby nade mną pewną kontrolę – decydował o tym, kiedy mogę jechać na wakacje, co mam robić i jak się zachowywać. 100 razy bardziej wolę nie mieć wolnego weekendu, pracować do późnej nocy i nigdy nie mieć pewności, kiedy coś nagle wyskoczy. Własna firma oprócz większej zaradności, obycia, umiejętności radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach i samowystarczalności, tak naprawdę uczy też życia. Musisz pamiętać do kiedy trzeba zapłacić ZUS, a kiedy wystawić fakturę. Musisz też umiejętnie organizować swój czas, tak żeby był czas na spotkanie z klientem, ale też z księgowym czy wizyta w Urzędzie. Uczy też oszczędzania i planowania swoich wydatków. Nie masz pewności, że tego konkretnego dnia miesiąca na Twoje konto wpłynie równiutka kwota. Czasem są miesiące, w których zarabiasz mnóstwo pieniędzy, a czasem nie ma nic. Do tego trzeba się przyzwyczaić i tego nauczyć, bo szybko można zbankrutować i stracić wszystko. Własna działalność to naprawdę szkoła życia i doskonały sposób na swój rozwój.
Jeśli nie jesteście jednak jeszcze na etapie, w którym jesteście w stanie podjąć pewne ryzyko, to polecam Wam BUSINESS PLAY. Jest to symulacja prowadzenia własnej działalności, która umiejętnie uczy i przygotowuje do przyszłego rozpoczęcia przygody z przedsiębiorczością. Próbować zawsze można.

Na dziś to już koniec. Myślę, że udało mi się choć trochę Was zmotywować i zaszczepić chęć do działania. Pamiętajcie, że życie nie kończy się na domowej, wygodnej kanapie, ani też na czubku własnego nosa. Nawet jeśli nie skorzystacie z ani jednego sposobu, który Wam przedstawiłam, to istnieje wiele innych możliwości. Życie oferuje nam naprawdę wiele, wystarczy się tylko rozejrzeć, złapać okazje i odpowiednio wykorzystać. Tak więc do dzieła!:)

  6 comments for “5 sprawdzonych sposobów na rozwój osobisty!

  1. 13 lutego 2015 o 16:50

    Dziękuję za bardzo madry wpis.Dzięki niemu dostałam wiatru w żagle.pozdrawiam

    • ~Soap-jam
      14 lutego 2015 o 23:43

      Cieszę się bardzo i polecam się na przyszłość;)

  2. 16 lutego 2015 o 17:44

    Swietny wpis! Ja juz ten etap mam co prawda za soba, ale chetnie poczytalam :) Pytanko mam. Dlaczego akurat zaczelas sie uczyc wloskiego, a nie np hiszpanskiego? Jesli jest ku temu jakis powod, to oczywiscie jest to zrozumiałe, natomiast jesli chodzi jedynie, o mozliwosc wladania kolejnym jezykiem i możliwosci jakie to nam daje, to hiszpanski jest zdecydowanie bardziej przydatny. Chciazby w podrozy dogadamy sie w calej ameryce poludniowej i srodkowej . W sumie ok 500 ml os na swiecie, kiedy po wlosku, dogadasz sie jedynie we wloszech i zaledwie 85 ml os zna ten jezyk.

    • soap-jam
      17 lutego 2015 o 17:14

      Z tym włoskim to jest tak, że przez częste podróże właśnie do Włoch, zakochaliśmy się zarówno w tym kraju jak i języku i dlatego chcieliśmy się go nauczyć:) Mimo wszystko jednak sporo jest racji w tym co napisałaś, więc nie zaszkodzi w przyszłości nauczyć się i hiszpańskiego:) dzięki!

  3. ~patrycja
    27 lutego 2015 o 11:58

    O Matko! dziękuje za ten wpis! :) nawet nie wiem jak wpadłam na Twojego bloga, ale będę zaglądać tu częściej, tym bardziej, że też studiuję prawo i czas rozmyślać co oprócz nauki i jednego koła naukowego warto ze sobą zrobić :)
    Dzięki za przydatne linki. Chyba właśnie zostałam zmotywowana do działania :)

    • soap-jam
      27 lutego 2015 o 20:07

      Bardzo się cieszę, bo o to właśnie mi chodziło, żeby choć jedną osobę zmotywować;) Mam nadzieję, że kolejne tego typu wpisy też Ci się spodobają:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook