Let’s get movin’ into action!

…If Your life’s too slow, no satisfaction!;)
Mimo szarugi za oknem, mamy wiosnę! Koniec więc z siedzeniem w domu przed telewizorem (no ok, seriale nadal możemy oglądać;p). Czas się ruszyć! Ten wpis ma na celu przede wszystkim zmotywowanie (tak, mnie;D) ale też pokazanie ile jest sposobów na aktywność fizyczną i gdzie takową możemy wykonywać we Wrocławiu (ale jestem pewna, że w każdym mieście znajdziemy informację gdzie możemy pobiegać, pojeździć na rolkach czy rowerze…).
Dzisiaj przedstawię Wam moją listę zajęć sportowych na każdy tydzień. Będą też takie zajęcia, które swobodnie możemy wykonywać w domu, w taką pogodę jaka jest dziś u mnie – szaro, buro i ponuro, o!

1. TENIS ZIEMNY.


To od dwóch lat nasz ukochany sport. Dobrze mieć z kimś, z kim spędza się 24h na dobę wspólną pasję;) Jest ciężki, nadal mam wrażenie jakbym grała od dwóch dni a nie od dwóch lat, ale mamy świetnego trenera, który wyciska z nas siódme poty;D
Tenisa mogę polecić każdemu, bo na pewno nie jest nudny, kształtuje nie tylko sylwetkę, ale i osobowość. Mnie np. nauczył dyscypliny i nadal uczy umiejętności przegrywania…
Warto choćby na sam początek wybrać się na lekcje z trenerem, bo to dość trudny do ogarnięcia sport. Ale czy spalenie w ciągu 60 minut ok. 700 kalorii nie jest idealną nagrodą?;) My na tenisa chodzimy dwa razy w tygodniu po 60 minut;) Teraz, kiedy przyszła wiosna jest jeszcze lepiej, bo gramy na otwartych kortach. Ten wiatr we włosach, słońce na twarzy i można się poczuć jak Radwańska;d

2. BASEN.


Jestem zodiakalną rybą, więc woda to mój żywioł! Zawsze wybierałam wakacje nad morzem, a nie w górach. Kiedy jest ciepło, a wokół mnie nie ma żadnego basenu, bajorka, jeziorka czy czegokolwiek mokrego to jest mi najzwyczajniej w świecie źle. Latem na naszym tarasie rozstawiamy basen i pluskamy się całymi dniami;) Ale żeby spalić aż 500 kalorii w ciągu 60 minut trzeba się troszkę napływać;) Pogoda nie ma znaczenia, bo przecież są baseny odkryte i kryte, prawda?;) Wskakujcie więc w strój kąpielowy i pędźcie na basen w Waszej okolicy!:)

3. JOGGING.

Mój K. się śmieje, że kupiliśmy sobie buty żeby się zmobilizować do biegania. A to nieprawda, po prostu wiem, jak ważne jest odpowiednie obuwie;) Odkąd je mamy biega nam się o niebo lepiej i wygodniej! We Wrocławiu jest wiele tras do biegania, ale my póki co, jako kompletni nowicjusze, wybraliśmy trasę, która biegnie dookoła naszego osiedla, przechodzi też przez park, więc jest idealna.
Tutaj znajdziecie informację o trasach we Wrocławiu: trasy biegowe we Wrocławiu

4. JAZDA NA ROLKACH.


Pierwsze spotkanie z rolkami pamiętam do dziś. Byłam jakoś po Pierwszej Komunii Świętej i dostałam swoje wymarzone rolki. Od razu założyłam je na nogi i nie pytając nikogo o radę pojechałam. Rozpędziłam się i wtedy uświadomiłam sobie, że przecież nie mam zielonego pojęcia jak zahamować! Koniec był taki, że przez następny tydzień nie mogłam na nich jeździć, bo miałam kilkanaście zadrapań, siniaków i rozcięć…
Teraz zamierzam być mądrzejsza;) Nie jeździłam na rolkach chyba z 10 lat! Postanowiłam więc wrócić do tego fascynującego i relaksującego zajęcia i spalić przy okazji 60 minut jazdy ok. 600 kalorii.
We Wrocławiu można skorzystać np. z takich tras: rolki we Wrocławiu

5. JAZDA NA ROWERZE.




Rower jest u nas zawsze pod ręką. Jeździliśmy nawet w styczniu;) Już nie mogę się doczekać kiedy kupię mu nowe „odzienie” i koszyczek, bo przecież teraz to rowerowe modowe must have;)
Rowerowe wycieczki to coś pięknego. Miasto wygląda zupełnie inaczej, gdy jest oglądane z innej perspektywy. We Wrocławiu możemy odwiedzić każdy park, każdy las, ale sama jazda po malowniczych, starych uliczkach jest magiczna. Tu znajdziecie trochę informacji na temat różnych tras: rowerowe wycieczki
To co, spalamy w 60 minut ok. 400 kalorii?;)

A jeśli na dworze pada, to co stoi na przeszkodzie pojeżdżeniu sobie na rowerku stacjonarnym w domowym zaciszu? Np. oglądając ulubiony serial, albo czytając książkę?;)

6. ZUMBA.

O Zumbie chyba nie muszę zbyt dużo pisać;) Najlepiej wybrać się na taki ogromny zastrzyk endorfin i energii z przyjaciółką, koleżanką. To jedno z nielicznych zajęć, na które nie zaciągnęłam mojego K. Wybrałam opcję zdrowego wypocenia się z przyjaciółką:) Zawsze jest wesoło, a nasza instruktorka jest naprawdę odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Dodam, że to ok. 500-600 spalonych kalorii;) Chodźmy więc poskakać w rytmie energicznej muzyki!

A jeśli nie do końca nam to odpowiada, to może pora na taniec standardowy i latynoamerykański? To moja miłość, w której niestety teraz mam przerwę. Jest ze mną od ponad 15 lat. Najpierw chodziłam na zajęcia w rodzinnym domu z przyjacielem i były to najlepsze zajęcia w moim życiu:) Później namówiłam mojego K. i zapisaliśmy się do przesympatycznej trenerki – p. Halinki:) Wzięliśmy nawet udział w jednym mini-turnieju. To naprawdę niesamowite przeżycia. Walc, tango, cha-cha, rumba, jive… ah:) Można też na takich zajęciach poznać nowe, wspaniałe osoby. My poznaliśmy naszego Grzesia, z którym stworzyliśmy trwałą i rewelacyjną przyjaźń. A godzinka tańca to już prawie 500 kalorii…



7. SIŁOWNIA/FITNESS.

Kiedy już naprawdę pogoda nas nie rozpieszcza wybieramy się na siłownię. Godzinka truchtania na bieżni, rowerek lub steper. Ale szczerze mówiąc wolę ruch na świeżym powietrzu, więc siłownię zostawiamy na jesień i zimę:)

8. ZAJĘCIA W DOMU.

JOGA! To dopiero moje niepewne początki. Na razie mam świetny podręcznik do jogi i próbuję się z nią zaprzyjaźnić. Myślę, że za jakiś czas zdobędę się na profesjonalne zajęcia. Joga z pewnością wycisza, pozwala zajrzeć w głąb siebie i skupić się na tym, co najważniejsze. Przeczytałam już całą książkę i wykonuję proste ćwiczenia dopiero od jakiegoś miesiąca i niestety nie regularnie, ale i tak widzę różnicę w swoim podejściu do niektórych spraw. Joga jest dla każdego:)

SKAKANKA. Ponownie powrót do dzieciństwa. Kto nie skakał na skakance albo w sznura (a nawet i dwa!) ten gapa;) Pamiętam to podkradanie mamie sznurów do prania… A taka skakanka z licznikiem pokaże nam dodatkowo ile kalorii spaliliśmy i przez jaki czas;)

FITNESS NA PS3. Co tam deszcz, co tam wiatr, ja mam w domu swój fitnessowy świat;D Nie musi być to akurat gra na ps3, wystarczy komputer, laptop, tablet, telewizor. Wszędzie znajdziemy jakieś multimedialne programy treningowe. Ja mam akurat takie, które pokazują na ekranie to jak się ruszam, liczą spalone kalorie i „krzyczą” kiedy się obijam albo robię coś źle;) Mogę też potańczyć, nauczyć się kroków prosto ze scen Broadwayu albo od samego Michaela Jacksona! To również doskonały pomysł na domówkę – uwierzcie mi, genialna zabawa i mnóstwo śmiechu gwarantowane!

W domu można też ćwiczyć np. z popularną Ewą Chodakowską (ale nie udało mi się jeszcze przejść całego jej treningu z książki). Zaopatrzyliśmy się w matę do ćwiczeń, hula-hop i hantelki. Spotykamy się z przyjaciółką i wykonujemy po trochu każde ćwiczenie. Staramy się przynajmniej godzinę dziennie w jakiś sposób się poruszać. Mnie np. mobilizują takie zajęcia jak tenis, czy zumba bo wiem, że nie mogę odpuścić, skoro trener na mnie czeka. Jedno jest pewne, zapału do ćwiczeń jak zwykle do wszystkiego mam tyle, że starczyłoby na całe wojsko;) Teraz muszę wypracować tylko samozaparcie i dyscyplinę, by mój plan wcielić w życie i by mój zapał nie okazał się słomiany. Dobrze, że mam wokół siebie osoby, które są w takim samym punkcie jak ja i też chcą to zmienić. Bo przecież ruch i sport to zdrowie!
A jeśli już naprawdę nic nam się nie chce i nie mamy siły się ruszyć to wybierzmy się chociaż na krótki spacer:

A to na zachętę, żeby się rozruszać;)

*Niektóre zdjęcia pochodzą z internetu. Wszystkie informacje, które zawarłam we wpisie są subiektywne, tzn. wyrażałam swoje zdanie;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • Facebook